Posted by: Wonda in: ● November 29, 2006
taaa właśnie dzisiaj zastanawiam się co kieruje niektórymi osobnikami gdy mówią (ew.piszą), to co mówią. AAAAA czasem chciałabym mieć przy sobie tłumacza. Takiego ad hoc. Dam ogłoszenie : tłumaczenie symultaniczne od zaraz z ”ich” języka na nasz. ehhh nic dodac nic ująć. odsyłam do lektury Johna Greya “Mężczyźni są z Marsa, Kobiety są z Wenus” Mądre, prawdziwe, smutne?
Piosenka na dziś : Nelly Furtado Promiscious czyli cała prawda o życiu
Posted by: Wonda in: ● November 25, 2006
nie ale wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że ta pora jest blisko. nie lubię (?) jak natura robi nam takie niespodzianki. i to jeszcze przed (prawie)pierwszymi opadami sniegu. Ale tak żeby pozostać w zgodzie z własnym sumieniem - przynaję - pięknie jest, aż chce się wstać, iść na spacer, nawet na rower tylko pompki brak:)
Dzień chilloutowy, taki jak lubię. Pisałam już kiedyś o rytuałach sobotnich. Kawa, sniadanie na słonecznym balkonie, wspominanie wczorajszych przygód. a było ich nie mało. Wczoraj bardzo pracowicie spędziłam dzień, próbując zaprowadzić ład w pokoju. Miała przyjsc Krakowianka więc wizja przyjmowania Gościa w lekkim chaosie zmusiła mnie do działania.Potem przemiła wizyta. kilka godzin snu. już myślałam, że nic tego dnia mnie nie czeka ale chwała Bogu zwlokłam się z łóżka i udałam się na domówkę do Brata Duchowego:) Wielkiego Brata:) poznałam bardzooo miłych Ludzi, popijałam martin ( ani nie było wstrząśniete, tymbardziej mieszane), potem wino z Francji. Miły wieczór, bardzo miły. Wczoraj a właściwie dzisiaj, we wspomnianym mieszkaniu, poczułam silną potrzebe wyjazdu. I choć takie mysli chodzą mi po głowie od jakiegoś czasu, postanowiłam co nastąpi już za 7 miesięcy.
aaaa i najważniejsze: znów jestem wolna. koniec z pracą. wracam do życia studenckiego, do książek, muzyki, kina. zaczęłam pracę, żeby mieć na to wszystko środki płatnicze. A że takowych nie udało mi się zgromadzić, a “pracowanie” odbierało mi czas i siłe na inne niż dotychczas funkcjonowanie więc stwierdziłam, że z tym kończę. nie tylko ja to stwierdziłam:) hehe za dużo we mnie autonomii, za dużo we mnie poczucia wolności, niezależności żeby pracować, stresować się. Jeśli mam to robić przez resztę życia to dwa (ostatnie?) lata wakacji chyba nie są niczym zdrożnym. Tak sobie to będę tlumaczyła.
Pozdrawiam wszystkich.
Piosenka na dziś: Smolik feat. Sofa - S.Dreams
Posted by: Wonda in: ● November 21, 2006
“Stan depresji nie jest mi obcy. Mogę się do tego przyznać, bo to jest bardzo ludzkie. Ostatnie pół roku to ciężki okres w moim życiu. Miałam wiele chwil załamania. Starałam się ratować sama, ale czas musi zaleczyć rany. Dotknął mnie brak chęci robienia czegokolwiek. Siedziałam na kanapie i oglądałam filmy. Nie chciało mi się z nikim rozmawiać. Lęki? Boję się, co przyniesie następny dzień. Boję się zasypiać sama. Boję się ciemności, boję się przestępców czających się w krzakach. Najbardziej boję się ludzi. Mam w sobie małą dziewczynkę, która boi się być skrzywdzona.”
Posted by: Wonda in: ● November 15, 2006
Obudził mnie piękny widok. Granatowe niebo i pomarańczowe przebłyski słońca. Pięknie było. Jeszcze teraz widzę za oknem “pozostałości” tego obrazu.
Dzisiejszy dzień upłynąl mi na rozmyślaniu o życiu, moim życiu, moich przyjaciołach, moim “jutrze”. Uwielbiam dni, kiedy złe myśli odpędza radość na zbliżający się wieczór. Wiem, że wtedy wszytkie przykrości, niemiłe sytuacje odejdą gdzieś daleko. Będzie ważne tu i teraz. Oni, ja. Kocham te chwile, ale (niestety) coraz częściej dopada mnie refleksja, że i tak, w obliczu problemów, komplikacji, nieprzyjemnych zdarzeń jestśmy sami. Każdy z nas czeka na spotkanie, na chwile śmiechu, na chwile szczerości totalnej. Pociesza nas jakieś takie zjednoczenie w szeroko pojętym smutku, ale wiemy, że już w drodze do domu ( w najlepszym razie w domu) wszystko wróci. Tak właśnie jest dzisiaj, było kiedyś tam, i tak będzie dalej. Z wszystkim musimy zmagać się sami. Wiem, że to mało odkrywcze. Pisze to bo chyba łatwiej mi gdy choć trochę siebie przelewam na ten kawałek strony. A że myśle o tym cały dzień … niech moje myśli zobaczą światło dziennie.
Piosenka na dziś: Nerina Pallot Idaho
Posted by: Wonda in: ● November 14, 2006
Tak to jest. Jak człowiek przez 22 lata nie pracował to teraz się mu wydaje, że jego życie ogranicza się już tylko do smutnego (?) obowiązku. Nie wyrabiam się. jeśli już udaje mi się nadrobić zaległości to zawsze kosztem czegoś. praca kosztem rozwou intelektualnego, rozwój intelektualny kosztem życia towarzyskiego, życie towarzyskie kosztem pracy.i jak w kołowrotku. tęsknię za dniami bez szkoły, bez obowiązków, bez wyrzutów sumienia. że coś robię a Kogoś zaniedbuję.
P.S. byłam w Pięknym Psie na spotkaniu z Kimś bardzo mi bliskim, wciąż bliskim było super.pozdrowienia dla Tomasza U.
Piosenka na dziś (zimowa): Sarah McLachlan River
Posted by: Wonda in: ● November 12, 2006
Nie nie nie. Chyba skończę pisać w sobotę. Zawsze piszę, że miło, cudownie i ZAWSZE niedziela weryfikuję mój świetny nastój. Pogoda mnie rozwala, spotkania z przeszłością także. Muszę coś u siebie zmienić. Zaczynam od szaty graficznej… aż się boję co będzie później. Może gdy wyskoczy komenda : Are u sure u want to delete blog : wondy słów kilka? wcisnę YES i’m sure.hmmm destrukcja ( i need some distraction ) i nowa jakość jaka z niej się zrodzi też może być przyjemna.
;D -> ;* -> :) -> :| -> ;/ -> ;( -> -> ;( ——– (r)ewolucja humory wg wondy
Posted by: Wonda in: ● November 10, 2006
Od czterech dni zbieram się do napisania nowego postu i co? skończyło się na napisaniu kilku słów i zapisaniu na serwerze bez opublikowania:) może i lepiej bo był to dośc ostry wpis. Dziś łagodnie, sobotnio będzię:) mam za sobą bardzo pracowity tydzień. W pracy i w pracy 2 i na polu towarzyskim byłam obecna, nawet udało mi się nie zaspać na seminarium a to już coś.
Popiątkowa sobota to dzień wyjęty z kalendarza:) ale jakiś taki fajny. zorientowałam się, że chyba pierwszy raz od wakacji znowu jestem sama, totalnie sama w krakowskim lokum. I czegoś/Kogoś mi tu brak.
Dzień upływa mi na rozmyślaniu nad naszą ( dziewcząt) skłonnością do analizowania, nicowania, rozkminiania, przewartościowywania, dowartościowywania niektórych sytuacji i osobników:) Tak dzisiaj straciłam do reszty nadzieję, że T wróci i jakoś paradoksalnie lżej mi. W jakiś cudownie, dziwnie spokojny sposób popijam herbatę i nucę za Anią Dąbrowską ” Zapamiętaj wszystko, czytaj mnie ukradkiem, czas ucieka szkoda go. Przecież tutaj byłeś każdą rzecz widziałeś, gdzie jeszcze było piękniej gdzie?”. Ha może w Sydney? nie przeczę. i jeszcze mnie czarny humor dopadł
Jak dobrze, że jutro wybory, że będę mogła blogować częściej bo czasu będzie wiecej ( ukłony i podziękowania za mobilizację dla Ani K:*i Kochanego Przyjaciela :*).
i niech na koniec jszcze raz zachwycę się sobotą:) herbata, stos ukulturalniących wycinków od Mamy, nowa płyta Ani D. ( która będzie chyba czesto cytowana, bo jest jeszcze bliższa memu sercu ( i moim ostatnim przygodom), niż ta poprzednia ). Czekając na wiosnę, niekoniecznie tę kalendarzową pozdrawiam z nadzieją na lepsze jutro i “jutro”.
Posted by: Wonda in: ● November 7, 2006
idąć sladami Kasi Krakowianki postanowilam zacytować mego Kochanego Przyjaciela, uwzgledniając rzecz jasna wszelkie zasady przestrzegania prawa autorskiego i ochrony własności intelektualnej.
Rzecz dotyczyła zmiennej kolei losu ludzkiego, w tym przypadku wondy czyli mnie.
Kochany Przyjaciel: czasami jak sobie o tobie mysle, to przychodzi mi do glowy tylko jedno okreslenie AUTOPOJEZA.
Wonda:hahah wiem wiem, słyszałam kiedyś o tym. Że niby ja mogę kierować swoim życiem?
Kochany Przyjaciel: Ty jestes Aniu taka autopojetyczna struktura dyssypatywna;)
Wonda: Myślę, że jednak Ktoś mną kieruje.
Kochany Przyjaciel: czasami odnosze wrazenie ze ty juz piec razy wyszlas za maz.
Wonda: haha jak to?
Kochany Przyjaciel:Że odnioslas juz wielkie porazki ale i cudowne sukcesy.
Wonda:może jestem niezniszczalnym wrakiem, który po morzach pływa.
Kochany Przyjaciel: a to wszystko dzieki twojej cudownej wyobrazni
…
Wonda: Mogę to na bloga wkleić?
Kochany Przyjaciel:Pewnie tylko nie pisz kto to powiedział
Wonda: Wiesz, ja jestem jak sinusoida, raz na wozie, raz w nawozie.
tak to jest wpis na dziś, aktualny chyba zawsze. BYłam juz na dnie, ale ejstem, z dniem założenia bloga zaczełam nowe życie i nie zapomniałam o tym powołaniu do … życia w zgodzie z samym sobą:*
Pozdrowienia dla Ani K. z UKa:)
Posted by: Wonda in: ● November 6, 2006
… bo już nie pamiętasz pierwszego dnia. Nigdy więcej pomiędzy nami nie będzie tak. Może odkryjesz gdzieś siebie drugi raz w nowych ramionach … wieczność obiecasz jej choć mi oddałeś ją…” Ania Dąbrowska to ma jednak życiowe piosenki.
Zmęczona, po aftert party part 2, po całym tygodniu liczenia, że weekend będzie odpoczynkiem ( a nie był) powracam na blogowisko ( myślowe wysypisko? )hm ciężko się zaczyna robić. Ciężko, zimno, i w ogóle jakoś tak jesiennodepresyjnie. Herbata z cytryną, lista 5 telefonów do wykonania juz na mnie czekają. A wieczorem kultura wyższa … spotkanie z Klimtem.
Tydzien ma tylko 7 dni, ale jednak pojemne te godziny są bardzo. W tamtym tygodniu:
Plan na tydzień: uczelnia, praca, praca 2, wybory, kilka spotkań towarzystkich, wizyta na poczcie i zasilenie finansowe kilku instytucji;(.
Piosenka na dziś: Ania Dąbrowska Już mnie nie ma w Twoich planach
Pozdowienia dla Misia Patysia, który chory leży kilkaset kilometrów od domu, tzn Krakowa:):*
Posted by: Wonda in: ● November 1, 2006
Tak jak napisałam, odezwałam sie po najgorszym, choć przyznam, że nie wiedziałam, że dochodzenie do siebie tyle czasu może zająć. Od ostatniego maila bardzo wiele się wydarzylo i tego dobrego i tego mniej…. Byłam na 2 wieczorkach z moimi przyjaciółmi kochanymi. W jednen magiczny czwartek byłam na krwawej mary w cudownym mieszkaniu, z cudownymi ludzki(szkoda, że żurawinowa wódka popsuła mi smak dobrze zapowiadającego się drinka). czułam sie jak w domu, jak w rodzinie. Chyba pierwszy raz byłam na tak szczerym spotkaniu, bez tajemnic, a właśćiwie z jedną tajemnicą. Ale o tym moze kiedyś ( choć wątpię, czy kiedyś się odważe).
Byłam we Lwowie:)było pięknie, słonecznie, zimno, tanio,deszczowo czyli ogólnie mówiąc udany wypad. Najważniejsze, że były One:) i On - bez Niej ;( czyli Dziopki i Frodo bez M.;(zbieram podpisy pod petycją o przywrócenie Lwowa do granic Polski:) kto jest za?gdyby Kraków wygladał tak jak Lwów i posiadał a właściwie zachowal wszystkie fantastyczne dla niego (Kr) cechy, sytuacje, miejsca kultu ( nie tylko tego duchowego) byłabym mieszkańcem miasta idealnego. Pęknego, dobrego, do życia.
Z racji tego, że pracy coraz więcej, będzie (ehhh) mnie tu mniej wiec błagam o cierpliwość:)pozdrawiam wszystkich czytelników, nawet tych, którzy tylko czytają bez reakcji ( wpisów).
Ide spędzić tę noc ze stosem gazet ( niezły rozrzut:) od polityki przez plus ratio po elle), kubkiem yunnana, kocem. Muzyki brak! po co skoro w głowie ciągle szuki jeden wers z piosenki niżej.
Specjalne pozdrowienia dla Kasi Krakowianki:*:*:*
Recent Comments