w świecie wondy…

Archive for September de 2006

Sobota

Posted by: Wonda in: ● September 30, 2006

:):):):)

Posted by: Wonda in: ● September 29, 2006

Jako blogowy freak :) nie wytrzymalam i musze sobie popisać. Hi hi. Czuję jakieś zaniedbanie, bo nie pisalam dośc dlugo jak na mnie :) ale co tam nadrobimy to kierowniczko. Wczoraj i dzisiaj a wlasciwie wczoraj i przedwczoraj mialam zwariowany dzien/dni.  No bo jak inaczej nazwać dobę w której serce przeżywa kilka stanów przedzawalowych? Po pierwsze siedzialam na kampusie (przedwczoraj ) i nic nie zalatwilam i jeszcze spotkalam widmo z przed kilku miesiecy w osobie pana B. ( bez nazwisk dziś będzie). Pan ten uczynil z moich pozimowcyh miesięcy pieklo. Dzięki niemu aż 3 razu uczylam się o pasjonujących językach infomacyjno - wyszukiwawczych ;( - stan przedzawalowy No 1. Wrócilam do mieszkania Misiów Patysiów na emaus. Mialam wlasny komplet kluczy (wlasny za dużo powiedziane/Karoli byl). Wychodzilam rano z Kalinką na kampus. Ona zamykal drzwi a ja sobie spiewalam na klatce, z przekonaniem, że wlasne ( czytaj Karoli) klucze mam w torebce. No i jak bardzo się zdziwilam, wscieklam i zdenerwowalam w tym samym czasie i miejscu ( pod klatka) jak nie znalazlam kluczy. Dodam tylko, ze Kalina pojechala do Kielc. Dwa pozostale Miśie Patysie byly setki kilometrów ode mnie. Super! A w mieszkaniu -  klucze do krakowskig mieszkania wonduni, bochenskiego mieszkania wonduni, no i gwóźdz programu klucze do wzmankowanego mieszkania - stan przedzawalowy No 2. A w mieszkaniu inne rewelacyjne przedmioty, które są potrzebne czlowiekowi np. laptop, jedzenie, indeks etc. Hmmm wszystko to bylo konieczne, żeby wondunia nie musiala pojechac do pobliskiej kliniki leczenia chorób psychicznych. Pojechala więc do Bochni (1.5 godziny w busie kichania i kaszlu i dziwnych odglosów, dobrze ze byl pijak ktory cos tam pod nosem mamrotal i odwracal ode mnei uwagę wspolpodróżujących/ nasza dwójka byla atrakcją tej wycieczki) licząc na pomoc przyjaciól ( bo rodzice na bliskim poludniu ). Zrobila sobei maly spacer po miescie . Dla wtajemniczonych w topografie Bochni od poczty na urbana i na różaną. Super!! Bochnianie wiedzą, że to nie maly kawalej drogi -  stan przedzawalowy No 3. Szkoda, że prowiantu nie mialam na tę wyprawę. Paranoja. I tak bezdomna wondunia wreszcie wpadla na genialną myśla. Jest w Bochni ktoś kto ma klucze do domostwa pod nieobecność rodzicieli. Anetka zapalila maszynę i po 5 minutach dzierżylam w ręku opasly pęk kluczy (gdyby nie ona czekalaby mnie wyprawa na karoline ( jak z salwatoru na dworzec pkp  przez bronowice) albo noc pod wiaduktem, ewentualnie przyporą pod muzeum- prawie jak w domu. Nigdy nie cieszylam się przy otwieraniu drzwi do domu jak wczoraj ( czasem jak bawię się w sobotniego dostawcę żywnosci to też się cieszę z tego ulamka minuty/ jak siaty z ziemniakami i innymi serami wydlużają mi lapki). Potem bylo juz tylko milo. Zobaczylam Jagode po 3 miesiacach przebywania w USA. Śmiesznie bylo. Wesolo, wzruszająco, milo. Potem wrocilam do domu i polozylam się spac. Koncertu na oskrzela ciąg dalszy nastąpil. Fuck!!!( moja Mama myśli że fuck znaczy dupa tak nawiasem mówiąc/mam na to świadka nawet :)) no i wondunia w z pidżami wskoczyla w “wyjsciowe fatalaszki”i udala się do remedium czyli naszej wypasionej apteki co dziala dwadziesciaczteryhanade. Zakupila leki i zaplacila - stan przedzawalowy No 4. ( 12 w nocy byla). No ale cóż zdrowie najważniejsze. Dziś tzn wczoraj rano pojechala do krakowa na pkp po klucze ktore Miś Patyś - Kalina nadala przesylką konduktorską. i Tu pojawia się stan  przedzawalowy No 5 ( ostatni). Gdyby nie fakt, że pociąg się spóźnil to klucze by giewont zobaczyly - czytaj nie wszystko co piszą w internecie jest prawdą/ np godzina przyjazdu pociągu “żeromski” z warszawy do zakopanego. odebralam klucze i dostalam sie do moich dóbr.  A potem bylo juz do konca dnia milo. Wrócilam do Bochni z Maciejkiem i Jego Tatą - Jackiem K. Te wszystkie stany przedzawalowe tak na mnie podzialaly, że trasę Kraków Bochnia można wlasciwie okreslic monologiem Pana M. sluchalam i sie usmiechalam. Wrocilam do domu i nic od tego momentu slusznego nie zrobilam:) tak w skrócie wyladaly te ostatnie dni. Mma nadzieję, że jest to dostateczne usprawiedliwienie mojej”nieobecnosci” w sieci. Bo glosy mnie niepocieszenia doszly, że moja dzialalnosc pismiennicza zostala zawieszona - Pozdrowienia dla Lokaty aka Loki z tego miejsca :*:*:*

Piosenka na dziś : Katrina and the Waves - Walking on Sunshine

P.S. pewnie się wszyscy zastanawiają czemu nie spalam u nas w mieszkaniu ha. mamy gosci z  hiszpanii. Kryśka przyjechala więc się zmylam po angielsku.

Ciężki dzień

Posted by: Wonda in: ● September 28, 2006

Hmmm żeby pozostac w zgodzie z sumieniem musze cos napisac zeby nie bylo ze olałam bloga. Sciskam wszystkich buzia odezwe sie jak bedzie łatwiej tzn jutro wieczorem i zdam relację z wczoraj, dzisiaj i z jutra :*

memento

Posted by: Wonda in: ● September 26, 2006

Dziś a wlasciwie wczoraj dowiedzialam się, że Mama Kolegi odeszla. Zaczęlam sie zastanawiać nad moim życiem. Wiem, że moja Mama czyta bloga. Wiem też, że nieczęsto mówię jej o moich uczyciach. Może powinnam powtarzać Jej to za każdym razem kiedy Ją widzę. Gdyby nie Ona … byloby ze mną zle. Albo w ogole by mnie nie bylo, bo czasem tak ciężko udzwignąć świat na barkach. Do wszystkich osób które wiedzą, że je kocham. Do wszystkich, kórzy wiedzą choć nie mówię tego magicznego zespolu dwóch wyrazów zbyt często. Kochani jesteście moim ŚWIATLEM! Nie wyobrażam sobie życia, świata, przyszlości, jutra bez wiary w milośc i przyjaźń. Bo czy jest coś piękniejszego niż pewność, że Ktoś nas kocha? Że zawsze jest? Bo czy jest większy ból niż ten który przeszywa nas gdy kończy się  przyjaźń, milość? Kiedy ktoś odchodzi albo odchodzi ?. Kiedy leci na koniec Ziemi, do Australii? Nie ma większego bólu. Nawet ból fizyczny można znieść, wielki ból fizyczny jeśli się ma kolo siebie Kogoś ( wiem co mówię, czytaj operowane plecy wondy 7 lat temu). Dzisiaj caly dzień spędzilam na porządkach. Ukladalam stosy papierów, i ukladalam swoje myśli. Boję się rozmowy, która jest nieunikniona. Czuję, że nadchodzi przelom. Że coś się konczy. Coś co dla mnie jest calym życiem, a może bylo calym życiem, bo trwalo 15 lat.

Na dobranoc, na dobry dzień przesylam pozdrowienia do Lasku, Londynu, Bolonii, Buczkowic, Ropczyc, na drugą stronę Krakowa, do Chicago, Walencji, Warszawy,  Bochni, Jaworzna, Kielc, Sydney, Kezmarku, Niska, Bielska - Bialej, na trase lotu Sky Europe, do Stalowej Woli, do Avinionu, do Boras :* ( kolejność nie ma najmniejszego znaczenia:))

Piosenka na dziś : The Source ft. Candy Staton - You’ve Got the Love (ostatni odcinek Sex and The City, sezon szósty:))

Sometimes I feel like
Throwing my hands up in the air
I know I can count on you

Sometimes I feel like saying
Lord I just don’t care
But you’ve got the love I need
To see me through

Sometimes it seems that
The going is just too rough
And things go wrong
No matter what I do
Now and then I feel
That life is just too much
But you’ve got the love
I need to see me through

When food is gone
You are my daily meal
When friends are gone I know
My saviour’s love is real
Your love is real

Every once in a while
I say Lord I can’t go on
Every once in a while
I get to feeling blue
Every once in a while
it seems like I am all alone
But you got the love
I need to see me through

Occasionally
my thoughts are brave and friends are few
Occasionally
I cry out Lord what must I do
Occasionally
I call up Master make me new
You’ve got the love
I need to see me through

Sometimes I feel like
Throwing my hands up in the air
I know I can count on you
Sometimes I feel like saying
Lord I just don’t care
But you’ve got the love I need
To see me through

 

Krótki post - ( czytaj ) dzis mam malo do powiedzenia

Posted by: Wonda in: ● September 25, 2006

Nie ma to jak sześcioletnie wino:) mniam. wczoraj z Karolą robilyśmy sobie wieczorek wspomnien na balkonie.

Jesien za oknem, jesień w sercu. Dziwnie mi. Chcę, żeby iX wrócil. Ale nie wróci. Nie wierzę, że wakacje się skonczyly. Chcę do Mamy;(

Piosenka na dziś: Aqualung - Strange And Beautiful (I’ll Put A Spell On You)

aaaa ratunku

Posted by: Wonda in: ● September 24, 2006

Tak. Zawsze po udanej sobocie nadchodzi niedziela. aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa. Jestem zla od rana! Szczegolnie z jednego powodu. Mam nadzieję, że ten Ktoś o tym wie. Czuję się upupiona! Cieżki tydzien i czlowiek ( czasem sie za niego uważam ) nie może się nawet wyspac jak przystalo na niedzielę. Ja nie mogę!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Osobo Pewna (wiesz o kim mówię). Przyjaciólko ma!!! Jestem zla!!! Ja i moja skręcona noga, i moje chore gardlo, i mój “zapchany nos”, i mój portfel też jest na Ciebie zly!!!  Powiem tylko jedno!!! Te spodnie byly wiecej warte niż Ci się zdawalo. Po ostatnim takim dowożeniu, powiedzialam sobie KONIEC. Jednak jestem Jeleniem i tak latwo mnie wkręcić. Mam nadzieję, że zabawa byla przednia. I że moja ofiara, tak ofiara i poświecenie ( lzy na policzkach) się oplacily. Od dziś wpisze w CV, że bylam stróżem i poslańcem. Może to zwiększy moje szanse na znalezienie pracy.

Wzoraj bylam na super spacerze. Dwie Krakowianki! Kasia i Sarenka!:) Cieszę się, że wreszcie udalo się nam spotkać. W takich chwilach dziękuję za Internet!!! W przyszlym tygodniu rowery. Mam nadzieję.

Piosenka na dziś bardzo adekwatna : Grazyna Lobaszewska  Czas nas uczy pogody

Pozdrowienia

:D

Posted by: Wonda in: ● September 23, 2006

Haha! Sobota! Od rana mam świetny humor, choć nie ma ani jednej przeslanku ku temu, żeby taki nastrój mieć. Jestem chora, wszystko mnie boli ale ejst świetnie. Co tam setki chusteczek higienicznych, co tam hektolitry herbaty, co tam hurtowe ilości tabletek do ssania ( tu trochę fantazja mnie poniosla, bo mam jeszcze trzy a do apteki mi się nie chce iść ). Czym są te wszystkie niedogodności ( choć jakby sie zastanowic dokladniej to w sumie to dogodności są:)) w to cudowne sobotnie poludnie?. ( pomocną rzeczą na pewno ale nie to chcialam napisać) Fraszką są. Nic mi dziś chyba nie zapsuje humoru:) siedzialam dobre 30 minut pod kocem na balkonie i się cieszylam jesienią. Dalej się cieszę. Szkoda, że nie mogę jej poczuć, no chyba że zrobię jaką inhalację. Może mi pomoże. Najpierw jednak sztachnę się krakowskiem, slonecznym, chlodnawo-cieplym, lekko wilgotnym powietrzem, zanim do akcji wkroczy wick ( autorka udaje się na balkon)* Jak przyjemnie. Nadeszla jesien, jupi moja ulubiona pora roku / na równi z wiosną:)

Wracają do soboty to powiem to hmmm chyba pierwszy i nieostatni raz! Kocham ten dzien. Nie chodzi o to, że nie idę na uczelnie, dlużej śpię (to też ma jakiś minimalny wplyw na ogólne postrzeganie przeze mnie tego dnia). Jest w sobotę pewna magia. A jak się ktoś budzi w Krakowie, 23 września, widzi piękne światlo za oknem ( nieumytym z resztą ale to nie jest ważne ) to odczuwa magię do kwadratu !!! Trójka, herbata, dawniej jeszcze “Życie jest pięknę”(jakiś pajac dal na “chwilę” przemily dodatek do Dziennika na sobotni poranek i potem /jakiś miesiąc temu/ wycofal go). Trochę mi brakuje porannych wykladów Taty aka Froda. Zaklócają ciszę sobotniego poranka ale są bardzo hmmm zabawne. Sobotnie poranki kojarzą mi się też z relacją poimprezową przy sniadaniu. Nie ma tak cudownego dnia jak sobota. Jedynym mankamentem jest to, że po sobocie jest niedziela. A niedziela jest najniefajniejszym dniem tygodnia wg Wondy. No.

Wczoraj o pólnocy dostalam olśnienia. Nie chcialo mi się spać, nie abrdzo wiedzialam co mam ze sobą począć więć…… zaczęlam sie bawić w karaoke online:) polecam serdecznie. Szkoda, że serwis na którym się zalogowalam ma taki ubogi repertuar ale co tam. Prześpiewalam tak chyba 6 piosenek i poszlam spać:) polecam :):):) mam zamiar namówić Maćka na duet:)

Piosenka na dziś: U2 i Beautiful day

It’s a beautiful day
Sky falls, you feel like
It’s a beautiful day
Don’t let it get away

Ślę pozdrowienia w cztery strony świata :*

*Didaskalia, ewentualnie w polączeniu z : tworzy calusa (:*)

Dancing in the moonlight

Posted by: Wonda in: ● September 22, 2006

Dzień bez bloga to dzień stracony? a wlasnie że nie. Bo poprzedni czyli czwartkowy dzien byl super ( często mi się to nie zdarza, że mowię tak o dniu ). Bylam w rodzinnych stronach, przeprowadzilam z moją Rodzicielką rozmowę (o mężczyznach ), hmmm która nie wiedzieć czemu w sumie mnie podbudowala jakoś:) Oczywiście prym wiodla rozmowa o iXie, iXie i jeszcze raz iXie. Czasem tak sobie myśle, że chyba jakaś monotonia (monotematyka?) się wkradla w nasze rozmowy. “Zrób herbatę”i ” A czy Pan …”. Taaa przybylam do Kraka w towarzystwie tzw Sąsiada. Rozmowa umilila mi podróż na trasie Bochnia - Kraków. No a potem to juz byl tylko wyścig z czasem. Mycie, prasowanie ( nie tylko spodni). I zbiórka pod filharmonią. Potem przemily koncert w przemilym towarzystwie. Kawa w prowincji. no I do tego momentu możemy się poslużyć fragmentem tytulu cyklu krakowskiej imprezy kulturalnej. Do tego momentu bylo więc sacrum. potem już tylko profanum :) czyli wizyta na szewskiej hhahahah. Krótka ale treściwa. Taki maly powrót do przeszlości. Zapoznalam szalonego prawnika, byleo sąsiada z okolic mazowieckiej. Ale On wysiada przy szalonym Tonim. Hiszpan plus minus 20 lat. Czlowiek orkiestra, “żywe sreberko”, aktor, Dżim Karej, student, tancerz, zwolennik legalizacji konopii w jednym:)( tak jak szampon Wash & Go, 2 in 1, tylko w tym przypadku 7 albo i więcej w 1:) ha umówiliśmy się, że poimprezujemy w Barcelonie ( wg niego Barcelona to nie Hiszpania :)To Katalonia :D a Katalonia nie leży w Hiszpanii. “Szanujemy ich” tzn go. A i spotkalam Ewę, siostrę Ani zwanej Kalitką. Dziopka odzyskala polączenie z globalną siecią .

Wakacje się kończą. A ja caly czas w Krakowie siedzialam:) ale i tak odbylam ważną podróż. Podróż, w której odkrylam siebie taką, jakiej wcześniej nie znalam. Oczywiście nie zmienilam się na tyle, żeby przybysze z USA mnie nie poznali (choć wskazówka wagi drgnęla minimalnie w zaskakująco inną stron, niż ostatnimi czasy :)). Te zmiany są we mnie i mam nadzieję, że pozostaną. Myślę, że trochę je utrwalilam, użylam takiego psychologicznego werniksu. Ale wracając do wakacji (spędzania wolnego czasu na zabawie, plotkach, piciu wina itd. itp), planuje takowe odbyć w październiku, listopadzie albo w grudniu. Może to będzie wyprawa z Katką do Skandynawii, może wizyta u Kalitki w Londynie, a może nawiedzenie Zycha i Sapiejki w Hiszpanii. Hmm oczywiście jedna obcja wchodzi w grę więc chyba sobie zrobię liste za i przeciw.

Tradycyjnie piosenka na dziś: Basement Jaxx  - Oh My Gosh. Sama …. skacze.

Dziś slyszalam “nową Mandarynę”:) chyba zaczyna się powoli odnajdywać w tym muzycznym czymś. Nigdy nie wierzylam, że ona się identyfikuje z tym orsejowym tylem. Pozdrowienia dla czytelników, których jest calkiem sporo (wczoraj przejrzalam statystyki ). Szkoda, że nie znam ich opini, sugestii. Hmmm ja tam sobie piszę, że ten blog jest dla mnie ale to taka mala kokieteria (może nawet nie mala). Blog jest dla moich kochanych przyjaciól o których piszę, dla mnie też ( male wprawki do wyzbycia się sklonności do grafomani ). Dajcie mi coś :* chociaż male slowko :*

P.S. 1 Bloguje również Dziopka Na Medal aka Miś Patyś  http://bielus.blog.com/ . Czyli zmasowany atak na bylych. Huraaaaaaaaa

P.S. 2 Jutro otwarcie Blednego Kola:):):) Kokoi

cytat z maila maminego

Posted by: Wonda in: ● September 20, 2006

“Na koniec dowcip z radia… Instytut Czlowieka Życzliwego. Katedra Współczucia i Dobrego Serca. Adres - ulica Bliżni 4 . Instytut zajmuje się:podawaniem pomocnej dłoni, poklepywaniem po ramieniu, głaskaniem po główkach. Poleca też SUSZARKE do łez” ha może zapiszę się do ich kólka naukowego

Dziwnie mi. Niby fajnie ale jakoś tak … no dziwnie. Bylam dziś na spotkaniu z Ulą R, na brackiej siedzialyśmy. Spotkanie owocne, nawet bardzo. Mamy pewien wspolny plan dzialania, ciekawe co z tego wyjdzie:) chyba powinnam się w  związku z tym pomodlić o natchnienie. Choć juz male jego skrawki na mnie splynely - postanowilam, że będę projektowala ( niezle brzmi:D) i wykonywala biżuterię. Koral + srebro = jakość wg Wondy.

Jakiś czas temu wrócilam do domu i próbuję przywrócić mieszkanie do stanu ” przedwakacyjnego”. Idzie mi tragicznie. Troche mi smutno bo zorientowalam sie dziś, że się już nie pożegnam z Zychem ( wesola Dziopka, która jedzie na pol roku do Hiszpanii ). Jedni wyjeżdzają, Inni jeszcze nie wracają. Ehh niech się już zacznie październik!! mam tyle planów, musze jakoś zagospodarować czas- mam wrażenie, że moglam więcej zrobić w ciągu tych trzech lat w Kraku. Bo tak na prawde to nie zrobilam nic. Bylo kilka milych chwil. Podziwiania zabytków, wystaw, wizyt w kinie ale takie jakies wyjalowienie czuję. Wyjalowienie intelektualne. Mam nadzieję, że da się to wszystko nadrobić jakoś, bo dobija mnie stan w którym jestem. Poczucie przekichania czasu osiągnelo apogeum po obejrzeniu filmu Dowód. Przyrównalam sytuację bohaterki do swojej no i się zaczęlo. Dlugie byly bóle/placze nawet. ale jestem odnowiona. Zalozylam bloga:)już wiem po co nawet. ma wprowadzić jakieś uporządkowanie do mojego bezprogramowego życia.  Codziennie nowy wpis, czyli codziennie coś co muszę - to jakieś novum dla mnie. Od trzech lat żyję jak chcę, wstaję kiedy chcę, jem albo nie jem (ciekawe która wersja statystycznie częściej występuje?:)- pytanie retoryczne ). Czas na zmiany - zaczynam wymagać od siebie - pójdę za slowami Bardzo Mądrego Czlowieka. Na dziś koniec jechania po sobie. Obnażania ciąg dalszy nastąpi, znająć życie jeszcze w tym tygodniu.

Na reszte wieczoru zaplanowalam spacer ( patrz temat notki ), sluchanie muzyki z gatunku jak strasznie wyglada życi bez milości albo mam wszystko gdzieś, życie jest cudowne. To są dwie repertuarowe opcje, które pewnie zostaną jakoś (nie?)umiejętnie zmixowane. Np. Gorillaz z Anią Dąbrowską :) miesz(k)anka wybuchowa.  Tymczasem ide sobie naparzyć czaju jak mawia Pani Stanislawa z Klanu ( chyba ). Nie ma to jak jaśminowa herbata:)Buzia :*