i wreszcie nadeszła sobota. choć niepokoiłam się, że może nastąpić jakaś zmiana. ze sobota nie nadejdzie. że czwartek będzi i po czwartku już nic. a jednak.
zauważyłam istotne postępy w obcowaniu z otoczeniem:)jest ok. bardziej aktywnie niż do tej pory. dzien był owocny, pod znakiem sprzątania, prania, gotowania, układania. Chyba jest we mnie coś z "kury domowej". Jak już się wkręcę w ten kierat (całkiem przyjemny - musze zaznaczyć bo to słowo zazwyczaj ma średnio miłe zabarwienie) to idzie mi całkiem całkiem. I tak zaczęłam dzień od pilates, później oglądnęłam sobie Van Eycka, później w ramach mocnego postanowienia poprawy wniosłam rowerek "stacjonarny" do mieszkania (burząc trochę zasady feng shui ale co tam. Zdrowie najważniejsze. Teraz powoli przymierzam się do wieczornego wyjścia:) Choć trochę nie mam siły na pląsy ale spotkam się z Kimś Bardzo Ważnym w moim życiu. Już się nie mogę doczekać.
Piosenka na dziś : Silver Rocket feat - Eyes Without The Face (zagadka - kto to śpiewa?)
Pozdrowienia i podziękowania dla:
- Rodziców za dynię, która nie wiem czy bardziej mnie przeraża czy bawi
- Konrada za spotkanie
- Sapiejki za wszechobecność
- Pewnej osoby, ktora powróciła ( w każdym tego słowa znaczeniu)

