Historia magistra vitae est czyli taka mała alegoria.
Świeta idą ... taaaaa i jak co roku mam doła jak sto dwa! Wniosek z ostatnich dni jest taki, że historia zatoczyła koło. Znowu jestem w tym samym miejscu co rok temu. Bogatsza o nowe wpisy w indeksie. Po stanach przedzawałowych fundowanych przez UJ. Z papką zamiast serca, po wzniosłym uczuciu. Z lekko nadszarpniętym zdrowiem. Po nocnych eskapadach. Czuję się silniejsza ale jednocześnie wykończona, przygnębiona, wypalona, smutna, rozdrażniona, cierpiąca na bezsenność. Frustracja to chyba najlepsze określenie, no bo odczuwam tę niezdefiniowaną potrzebę, której nie mogę zaspokoić. Ale jak już wspomniałam w tytule, wierzę, że los się odmieni, że będę miała więcej siły na spełnianie marzeń, na działanie, na walkę ( często z wiatrakami). Jak juz mowa o witrakach to myślę, że jest we mnie dużo z "Rycerza smętnego oblicza" jak nazywał Don Kochota Sancho Pansa. Tylko kto "jest" tą Dulcyneą z Toboso? Paradoksalnie jakiś mężczyzna. I wspomnianym giermkiem, i koniem (Rosynant mu było czy jakoś tak). No wiec wierzę, że w końću wyciągnę wnioski z doświadczeń, błędów, sukcesów (choć tych było absurdalnie mało). Histroria na prawdę jest nauczycielką życia. Bez tej wiary zginęłabym.
Piosenka na dziś: Joni Mitchell lub Robert Downey Junior lub Sarah McLachlan
River
It's coming on Christmas
They're cutting down trees
They're putting up reindeer
And singing songs of joy and peace
Oh I wish I had a river I could skate away on
But it don't snow here
It stays pretty green
I'm going to make a lot of money
Then I'm going to quit this crazy scene
Oh I wish I had a river
I could skate away on
Oh I wish I had a river so long
I would teach my feet to fly
Oh I wish I had a river
I made my baby cry.
...

