Impresjonizm / poużalajmy się trochę
Obudził mnie piękny widok. Granatowe niebo i pomarańczowe przebłyski słońca. Pięknie było. Jeszcze teraz widzę za oknem "pozostałości" tego obrazu.
Dzisiejszy dzień upłynąl mi na rozmyślaniu o życiu, moim życiu, moich przyjaciołach, moim "jutrze". Uwielbiam dni, kiedy złe myśli odpędza radość na zbliżający się wieczór. Wiem, że wtedy wszytkie przykrości, niemiłe sytuacje odejdą gdzieś daleko. Będzie ważne tu i teraz. Oni, ja. Kocham te chwile, ale (niestety) coraz częściej dopada mnie refleksja, że i tak, w obliczu problemów, komplikacji, nieprzyjemnych zdarzeń jestśmy sami. Każdy z nas czeka na spotkanie, na chwile śmiechu, na chwile szczerości totalnej. Pociesza nas jakieś takie zjednoczenie w szeroko pojętym smutku, ale wiemy, że już w drodze do domu ( w najlepszym razie w domu) wszystko wróci. Tak właśnie jest dzisiaj, było kiedyś tam, i tak będzie dalej. Z wszystkim musimy zmagać się sami. Wiem, że to mało odkrywcze. Pisze to bo chyba łatwiej mi gdy choć trochę siebie przelewam na ten kawałek strony. A że myśle o tym cały dzień ... niech moje myśli zobaczą światło dziennie.
Piosenka na dziś: Nerina Pallot Idaho


gorace calusy z jesiennego londynu (Comment this)