zadowolona z życia ( mimo wszystko)
Od czterech dni zbieram się do napisania nowego postu i co? skończyło się na napisaniu kilku słów i zapisaniu na serwerze bez opublikowania:) może i lepiej bo był to dośc ostry wpis. Dziś łagodnie, sobotnio będzię:) mam za sobą bardzo pracowity tydzień. W pracy i w pracy 2 i na polu towarzyskim byłam obecna, nawet udało mi się nie zaspać na seminarium a to już coś.
Popiątkowa sobota to dzień wyjęty z kalendarza:) ale jakiś taki fajny. zorientowałam się, że chyba pierwszy raz od wakacji znowu jestem sama, totalnie sama w krakowskim lokum. I czegoś/Kogoś mi tu brak.
Dzień upływa mi na rozmyślaniu nad naszą ( dziewcząt) skłonnością do analizowania, nicowania, rozkminiania, przewartościowywania, dowartościowywania niektórych sytuacji i osobników:) Tak dzisiaj straciłam do reszty nadzieję, że T wróci i jakoś paradoksalnie lżej mi. W jakiś cudownie, dziwnie spokojny sposób popijam herbatę i nucę za Anią Dąbrowską " Zapamiętaj wszystko, czytaj mnie ukradkiem, czas ucieka szkoda go. Przecież tutaj byłeś każdą rzecz widziałeś, gdzie jeszcze było piękniej gdzie?". Ha może w Sydney? nie przeczę. i jeszcze mnie czarny humor dopadł :)
Jak dobrze, że jutro wybory, że będę mogła blogować częściej bo czasu będzie wiecej ( ukłony i podziękowania za mobilizację dla Ani K:*i Kochanego Przyjaciela :*).
i niech na koniec jszcze raz zachwycę się sobotą:) herbata, stos ukulturalniących wycinków od Mamy, nowa płyta Ani D. ( która będzie chyba czesto cytowana, bo jest jeszcze bliższa memu sercu ( i moim ostatnim przygodom), niż ta poprzednia ). Czekając na wiosnę, niekoniecznie tę kalendarzową pozdrawiam z nadzieją na lepsze jutro i "jutro".

