Jako blogowy freak :) nie wytrzymalam i musze sobie popisać. Hi hi. Czuję jakieś zaniedbanie, bo nie pisalam dośc dlugo jak na mnie :) ale co tam nadrobimy to kierowniczko. Wczoraj i dzisiaj a wlasciwie wczoraj i przedwczoraj mialam zwariowany dzien/dni. No bo jak inaczej nazwać dobę w której serce przeżywa kilka stanów przedzawalowych? Po pierwsze siedzialam na kampusie (przedwczoraj ) i nic nie zalatwilam i jeszcze spotkalam widmo z przed kilku miesiecy w osobie pana B. ( bez nazwisk dziś będzie). Pan ten uczynil z moich pozimowcyh miesięcy pieklo. Dzięki niemu aż 3 razu uczylam się o pasjonujących językach infomacyjno - wyszukiwawczych ;( - stan przedzawalowy No 1. Wrócilam do mieszkania Misiów Patysiów na emaus. Mialam wlasny komplet kluczy (wlasny za dużo powiedziane/Karoli byl). Wychodzilam rano z Kalinką na kampus. Ona zamykal drzwi a ja sobie spiewalam na klatce, z przekonaniem, że wlasne ( czytaj Karoli) klucze mam w torebce. No i jak bardzo się zdziwilam, wscieklam i zdenerwowalam w tym samym czasie i miejscu ( pod klatka) jak nie znalazlam kluczy. Dodam tylko, ze Kalina pojechala do Kielc. Dwa pozostale Miśie Patysie byly setki kilometrów ode mnie. Super! A w mieszkaniu - klucze do krakowskig mieszkania wonduni, bochenskiego mieszkania wonduni, no i gwóźdz programu klucze do wzmankowanego mieszkania - stan przedzawalowy No 2. A w mieszkaniu inne rewelacyjne przedmioty, które są potrzebne czlowiekowi np. laptop, jedzenie, indeks etc. Hmmm wszystko to bylo konieczne, żeby wondunia nie musiala pojechac do pobliskiej kliniki leczenia chorób psychicznych. Pojechala więc do Bochni (1.5 godziny w busie kichania i kaszlu i dziwnych odglosów, dobrze ze byl pijak ktory cos tam pod nosem mamrotal i odwracal ode mnei uwagę wspolpodróżujących/ nasza dwójka byla atrakcją tej wycieczki) licząc na pomoc przyjaciól ( bo rodzice na bliskim poludniu ). Zrobila sobei maly spacer po miescie . Dla wtajemniczonych w topografie Bochni od poczty na urbana i na różaną. Super!! Bochnianie wiedzą, że to nie maly kawalej drogi - stan przedzawalowy No 3. Szkoda, że prowiantu nie mialam na tę wyprawę. Paranoja. I tak bezdomna wondunia wreszcie wpadla na genialną myśla. Jest w Bochni ktoś kto ma klucze do domostwa pod nieobecność rodzicieli. Anetka zapalila maszynę i po 5 minutach dzierżylam w ręku opasly pęk kluczy (gdyby nie ona czekalaby mnie wyprawa na karoline ( jak z salwatoru na dworzec pkp przez bronowice) albo noc pod wiaduktem, ewentualnie przyporą pod muzeum- prawie jak w domu. Nigdy nie cieszylam się przy otwieraniu drzwi do domu jak wczoraj ( czasem jak bawię się w sobotniego dostawcę żywnosci to też się cieszę z tego ulamka minuty/ jak siaty z ziemniakami i innymi serami wydlużają mi lapki). Potem bylo juz tylko milo. Zobaczylam Jagode po 3 miesiacach przebywania w USA. Śmiesznie bylo. Wesolo, wzruszająco, milo. Potem wrocilam do domu i polozylam się spac. Koncertu na oskrzela ciąg dalszy nastąpil. Fuck!!!( moja Mama myśli że fuck znaczy dupa tak nawiasem mówiąc/mam na to świadka nawet :)) no i wondunia w z pidżami wskoczyla w "wyjsciowe fatalaszki"i udala się do remedium czyli naszej wypasionej apteki co dziala dwadziesciaczteryhanade. Zakupila leki i zaplacila - stan przedzawalowy No 4. ( 12 w nocy byla). No ale cóż zdrowie najważniejsze. Dziś tzn wczoraj rano pojechala do krakowa na pkp po klucze ktore Miś Patyś - Kalina nadala przesylką konduktorską. i Tu pojawia się stan przedzawalowy No 5 ( ostatni). Gdyby nie fakt, że pociąg się spóźnil to klucze by giewont zobaczyly - czytaj nie wszystko co piszą w internecie jest prawdą/ np godzina przyjazdu pociągu "żeromski" z warszawy do zakopanego. odebralam klucze i dostalam sie do moich dóbr. A potem bylo juz do konca dnia milo. Wrócilam do Bochni z Maciejkiem i Jego Tatą - Jackiem K. Te wszystkie stany przedzawalowe tak na mnie podzialaly, że trasę Kraków Bochnia można wlasciwie okreslic monologiem Pana M. sluchalam i sie usmiechalam. Wrocilam do domu i nic od tego momentu slusznego nie zrobilam:) tak w skrócie wyladaly te ostatnie dni. Mma nadzieję, że jest to dostateczne usprawiedliwienie mojej"nieobecnosci" w sieci. Bo glosy mnie niepocieszenia doszly, że moja dzialalnosc pismiennicza zostala zawieszona - Pozdrowienia dla Lokaty aka Loki z tego miejsca :*:*:*
Piosenka na dziś : Katrina and the Waves - Walking on Sunshine
P.S. pewnie się wszyscy zastanawiają czemu nie spalam u nas w mieszkaniu ha. mamy gosci z hiszpanii. Kryśka przyjechala więc się zmylam po angielsku.

